środa, 21 lipiec 2010 09:26

Mała Orkiestra Wielkiej Pomocy gotowa do działania

ab_rog_mowpOŚWIĘCIM. Społecznicy pomogli Igorkowi, a teraz tworzą fundację, by wspierać kolejne chore dzieci.


Ostatnie miesiące były w oświęcimskiej okolicy pokazem tego, jak wiele dobrego można zdziałać, gdy skrzyknie się grupa zapaleńców.
Społecznicy występujący pod szyldem Małej Orkiestry Wielkiej Pomocy, ludzie dobrej woli wspierani przez życzliwych urzędników, organizacje i instytucje, wspólnie poruszyli niebo i ziemię organizując koncerty, wydarzenia artystyczne, sportowe i kulturalne. A wszystko to, by wesprzeć leczenie chorego na nowotwór małego Igorka Bartosza z Oświęcimia. Odzew społeczny był niesamowity i przeszedł najśmielsze oczekiwania.

 


Tata 5-letniego malucha Albert Bartosz podkreśla, że wokół Małej Orkiestry Wielkiej Pomocy zebrała się grupa energicznych ludzi, którzy mają pomysły, a przede wszystkim chcą pomagać innym.


- Zbrodnią byłoby zmarnowanie tego potencjału, tej energii, która została wyzwolona w ludziach. Chcieliśmy to jakoś wykorzystać - podkreśla Albert.


Dlatego osoby zaangażowane w Małą Orkiestrę Wielkiej Pomocy postanowiły założyć fundację, która teraz pomoże kolejnym dzieciom: - Fundacja została stworzona siłą rozpędu tego wszystkiego, co działo się ostatnio wokół Igorka. A jest to nie do uwierzenia. Powtarzam ciągle, że oceniam to wszystko w kategoriach cudu. Nie przesadzam. To jest cud! W różny sposób pomogły nam tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi. Jak coś tak niesamowitego inaczej określić? - pyta Albert Bartosz.
Społecznikom optymizmu i wiary nie brakuje. Leczenie Igorka przebiega bez komplikacji, czyli tak jak iść powinno. - Modlimy się codziennie, żeby tak było do końca. Fundacja powstała więc niejako z myślą o innych dzieciach, które potrzebują pomocy - wyjaśnia Albert.


Rodząca się w Oświęcimiu organizacja ma jasny cel i obmyślony kierunek działania. - Przyjęliśmy politykę tego, jak chcemy funkcjonować. Chcemy wspierać konkretne dziecko. Np. dziecko chore na cukrzycę. Będziemy w tym przypadku np. zbierać na pompę insulinową. Nasza współpraca z rodzicami będzie określona w sposób formalny. Za pomocą podpisanej umowy. Umożliwi nam ona m.in. wykorzystanie wizerunku dziecka, w tym dokumencie doprecyzujemy też, że rodzicie muszą aktywnie uczestniczyć w naszych działaniach. Nie ma mowy o czekaniu aż "przyjdzie samo" - zaznacza Albert. - A jeżeli uda nam się zebrać na coś konkretnego, np. na sprzęt czy operację - nie jakaś mrzonka, to ma być coś bardzo konkretnego - to zarząd fundacji będzie starał się pomóc kolejnemu dziecku. Chodzi o to, by nie rozmyć się w działaniach. Taka strategia pomocy jednemu dziecku, a po zrealizowaniu tego celu, kolejnemu, jest naszym zdaniem najczytelniejsza i zarazem najłatwiejsza do wykonania. Oczywiście dopuszczamy możliwość reagowania na nagłe potrzeby - mówi Albert Bartosz. - Pomocy dziecku nie będziemy uzależniać od rodzaju schorzenia. Jedynym zawężeniem jakie przyjęliśmy jest to, że musi być ono zameldowane na terenie powiatu oświęcimskiego. Dla wielu ludzi to, że pomoc kierowana jest do konkretnej osoby, dziecka z sąsiedztwa, jest ważne, dodaje wiarygodności. A nam to pomoże w działaniach marketingowych i zwiększa szanse na wspólny sukces - dodaje.


Paweł Plinta - Dziennik Polski

Czytany 1814 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 14 kwiecień 2014 21:44